Tapczan rozkładany – mebel, który ratuje małe mieszkania i niespodziewanych gości
W kwestii stylu i koloru tapicerki, radzę wybierać praktyczne odcienie. Tapicerka welurowa w szarości lub granacie maskuje zabrudzenia lepiej niż beż czy biel. U mojej siostry w mieszkaniu stanął tapczan w kolorze musztardowym – wygląda świetnie, ale po roku używania widać na nim każde kropelki kawy. Dlatego jeśli macie małe dzieci lub często pijecie kawę na kanapie, lepiej postawić na tapicerkę welurową w ciemniejszym odcieniu. Welur jest też łatwy do odkurzania i nie łapie kurzu tak jak len czy bawełna. A przy codziennym rozkładaniu i składaniu tapczanu to ważne, żeby materiał nie mechacił się po kilku tygodniach.
Dziś tapczan to u mnie centralny punkt salonu. Rano służy jako kanapa do kawy i laptopa, wieczorem zamienia się w wygodne lozko z pojemnikiem na posciel. Nie muszę chować pościeli do szafy, nie rozkładam karimaty. Goście śpią na materacu piankowym o twardości H3, a ja mam spokój na kolejne pięć lat. W małym mieszkaniu liczy się każdy centymetr, a tapczan to mebel, który nie marnuje przestrzeni. Wybór odpowiedniego modelu z dobrym stelazem listwowym i tapicerką welurową to inwestycja, która zwraca się każdej nocy.
Rozmiar to sprawa indywidualna, ale w praktyce 90 na 200 centymetrów to bezpieczny standard dla dorosłej osoby. Dla dziecka lub nastolatka możesz wybrać 80 centymetrów, co da więcej miejsca na biurko czy regał. Kiedyś urządzałam pokój dla córki przyjaciółki i postawiliśmy na wersalkę z pojemnikiem na pościel – to był strzał w dziesiątkę. Brak szafy nie był problemem, bo koce i poduszki lądowały w skrzyni pod siedziskiem. Tylko zwróć uwagę na wysokość pojemnika – niektóre modele mają płytkie schowki, gdzie zmieścisz tylko dwa koce, a nie zapasową kołdrę.
Zastanawiałam się też, czy tapczan nie będzie zajmował za dużo miejsca w porównaniu do tradycyjnej wersalki. Okazało się, że nowoczesne modele są projektowane z myślą o małych metrażach. Mój tapczan ma głębokość siedziska 90 centymetrów, a po rozłożeniu zajmuje tylko 120 centymetrów głębokości. To mniej niż standardowe łóżko z ramą. Dzięki temu w salonie zmieścił się jeszcze stół z krzesłami i regał na książki. Wersalka, którą oglądałam wcześniej, miała wąskie siedzisko i po rozłożeniu była o wiele mniej stabilna. Tapczan okazał się bardziej uniwersalny i lepiej dopasowany do moich potrzeb.
Największym testem była wizyta rodziców na trzy dni. Wcześniej zawsze kładłam gości na dmuchanym materacu w kuchni, co kończyło się bólem pleców i narzekaniem. Tym razem rozłożyłam moją kanapę z funkcją spania z mechanizmem DL, wyjęłam z pojemnika na pościel świeżo wyprane prześcieradło i dwie poduszki. Tata, który ma problemy z kręgosłupem, rano powiedział, że spał jak w łóżku. To był moment, w którym zrozumiałam, że dobrze dobrane meble tapicerowane to nie wydatek, a inwestycja w komfort domowników i gości.
Zaczęło się od gości. W kawalerce na trzydziestu metrach każda noc z przyjaciółmi oznaczała rozkładanie karimaty i spanie na podłodze. Po trzech latach stwierdziłam, że to nie ma sensu. Potrzebowałam mebla, który da radę przyjąć moją siostrę z Poznania, a przy tym nie zje całej przestrzeni. Tapczan wydawał się strzałem w dziesiątkę, ale pierwsze przymiarki w sklepach uświadomiły mi, jak łatwo trafić na bubel. Cienkie obicia, skrzypiące stelaże i materace, które po roku robiły się płaskie jak naleśnik. Zaczęłam więc szukać konkretów, które faktycznie działają w codziennym użytkowaniu.
Dziś, kiedy oglądam mieszkania znajomych, zawsze zwracam uwagę na to, jak wykorzystują przestrzeń. Widzę wersalki zbyt głębokie, przez które pokój wygląda jak magazyn, albo fotele z tak niskim oparciem, że głowa opiera się o ścianę. Moja rada jest prosta: zanim kupisz, zmierz nie tylko długość i szerokość, ale też wysokość siedziska od podłogi i głębokość po rozłożeniu. W sklepie poproś o zdjęcie poduszki siedziska, żeby sprawdzić, czy pianka nie jest zbyt miękka i czy po dziesięciu minutach nie czujesz stelaża. Lepiej poświęcić dwie godziny na testy w salonie niż później kombinować z podkładaniem koców.
Kiedy wreszcie kupiłam swoje pierwsze mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, stanęłam przed ścianą – dosłownie i w przenośni. Pokój dzienny miał ledwie osiemnaście metrów, a ja marzyłam o wygodnej kanapie, na której mogłabym posadzić gości, ale też przespac się po imprezie. Szybko okazało się, że meble tapicerowane to nie tylko kwestia koloru czy faktury, ale przede wszystkim funkcji, która musi grać z każdym centymetrem podłogi. Zaczęłam od zmierzenia wnęki pod oknem, bo tam planowałam postawić wypoczynek, i od razu odrzuciłam modele z głębokim siedziskiem, które zabrałyby całe przejście.
Tapicerka welurowa to ryzykowny wybór, ale w praktyce okazała się genialna. Na początku bałam się, że szybko się wytrze albo będzie zbierać kurz. Tymczasem welur o gramaturze czterystu gramów na metr kwadratowy jest odporny na przetarcia, a do tego nie łapie sierści kota. Wystarczy przeciągnąć wilgotną szmatką co dwa tygodnie i wygląda jak nowy. Unikałam tylko jasnych odcieni, bo przy codziennym użytkowaniu kawa i herbata to chleb powszedni. Postawiłam na grafit, który maskuje wszelkie zabrudzenia i pasuje do ściany.